Po świętach często wracamy do codzienności w trochę innym stanie niż przed nimi. Ciało bywa cięższe, sen płytszy, a energia wyraźnie niższa. Nie zawsze chodzi tylko o jedzenie. Często to suma zmiany rytmu dnia, późniejszych godzin snu, mniejszej ilości ruchu i większej ilości bodźców. Z mojego doświadczenia wynika, że to moment, w którym najłatwiej wpaść w skrajności. Albo próbujemy wszystko naprawić naraz, albo odkładamy powrót do formy na później.
Pracując jako trenerka i rozmawiając z osobami po czterdziestce, bardzo często słyszę podobne zdania. Czuję, że trenuję, ale ciało nie oddaje tego, co powinno. Czuję się ociężale, mimo że robię dokładnie to samo co wcześniej. W takich momentach naprawdę rzadko problem leży w braku motywacji. Zdecydowanie częściej chodzi o podstawy, które gdzieś po drodze się rozjechały.

Kiedy trening nie „wchodzi” tak jak powinien
Jeżeli czujesz, że organizm „zamula”, a bodziec treningowy nie daje oczekiwanej odpowiedzi, pierwszym krokiem nie powinno być dokładanie intensywności. Zawsze zaczynam od najprostszych pytań. Jak śpisz. Czy faktycznie się regenerujesz. Jak wygląda Twoje jedzenie w ciągu dnia. Nie w teorii, tylko w praktyce.
Sen i odżywienie to nie są dodatki do treningu. To jego fundament. Bez nich ciało nie ma z czego odbudować mięśni, uzupełnić energii i utrzymać odporności. I tu pojawia się bardzo życiowa kwestia. Wiemy, jak powinna wyglądać dieta. Wiemy, co jest wartościowe. A mimo to nie zawsze jesteśmy w stanie to dowieźć.
Realne jedzenie w realnym życiu
W rozmowach z podopiecznymi często dochodzimy do wniosku, że problemem nie jest brak wiedzy, tylko brak przestrzeni na idealne rozwiązania. Praca, dom, trening, obowiązki. Menu bywa powtarzalne, uproszczone, czasem niedoskonałe. I to też jest w porządku, o ile mamy świadomość, czego może w nim brakować.
Jeżeli na danym etapie życia nie jesteś w stanie realnie zmienić swojego jadłospisu, warto pomyśleć o wsparciu, które nie będzie obciążeniem dla organizmu. Nie chodzi o przypadkowe suplementy, ale o składniki aktywne, które występują naturalnie w przyrodzie i mają dobrze udokumentowane działanie.
Spirulina jako element wsparcia, nie zastępstwo
Jednym z takich składników jest spirulina. To mikroalga, która od lat pojawia się w dietach osób aktywnych, sportowców i ludzi dbających o zdrowie metaboliczne. Nie traktuję jej jako cudownego rozwiązania, ale jako sensowne uzupełnienie tam, gdzie dieta nie zawsze nadąża za zapotrzebowaniem.
Spirulina jest źródłem pełnowartościowego białka roślinnego, witamin z grupy B, składników mineralnych takich jak żelazo, magnez czy potas oraz związków bioaktywnych, w tym chlorofilu i fikocyjaniny. Z mojej praktyki wynika, że dobrze sprawdza się w okresach zwiększonego wysiłku, spadku energii i obniżonej odporności. Szczególnie u kobiet po czterdziestce, które trenują regularnie, ale potrzebują więcej czasu na regenerację.

Rozsądek zamiast presji
Zawsze podkreślam, że suplement nie zastąpi snu, normalnego jedzenia ani ruchu. Może jednak pomóc utrzymać ciągłość treningów i lepsze samopoczucie wtedy, gdy organizm dostaje trochę więcej, niż jest w stanie oddać. Ważne jest tylko, aby sięgać po produkty z pewnego źródła i o prostym składzie, bez zbędnych dodatków.
Jeżeli ktoś pyta mnie, od czego zacząć, zawsze odpowiadam tak samo. Najpierw sen i regularne posiłki. Potem przyjrzenie się jakości jedzenia. Dopiero na końcu wsparcie w postaci naturalnych składników, takich jak spirulina. Takie podejście daje stabilne efekty i nie wprowadza organizmu w kolejne przeciążenie.
Na koniec roku, zanim zaczniemy nowe wyzwania treningowe, warto zwolnić i spojrzeć na swoje ciało z większą uważnością. Forma budowana w ten sposób zostaje z nami na dłużej, a zdrowie przestaje być projektem sezonowym.
Jeśli chcesz sprawdzić produkty, o których piszę, możesz skorzystać z kodu kastelik20. Daje on niewielką zniżkę i jest po prostu miłym dodatkiem.

